Wulkan Teide – drugi raz rowerem

wpis w: myśli | 2

Też tak macie? Po pierwszym razie, zawsze chcecie więcej? Niedosyt. Chęć udowodnienia sobie, że ostatni raz to nie był przypadek. Skorzystanie z doświadczenia i podjechanie drugi raz, lepiej, szybciej! Ostateczne rozliczenie z daną górą / przełęczą. To wszystko ciągnęło mnie drugi raz na Teide.

El Teide rower Puerto Santiago

W przypadku Teide, argumentów, by szybko tam wrócić miałem więcej. Chciałem zobaczyć szczyt, a w trakcie pierwszego podjazdu nie było mi to dane ze względu na pogodę. Miałem nadzieję, że po udanym podjeździe w dobrej pogodzie, spokojnie będę mógł się delektować zjazdem. No i chyba najważniejszy powód – dróg na Teide jest kilka, tę którą chciałem zaliczyć w tym podejściu, zapamiętałem jako wyjątkowo widowiskową… w odróżnieniu od ostatniego podjazdu.

Los Gigantes rower

Tym razem swoją podróż w górę rozpocząłem z innego miejsca niż poprzednio. Pojechaliśmy z Kasią do Puerto Santiago. To miasto z przepięknym widokiem na klify Los Gigantes, w zachodniej części wyspy. Osobiście uważam, że to najlepsza baza wypadowa dla rowerzystów na całej Teneryfie. Z tego miejsca mamy bardzo ciekawe trasy na Teide, Mascę, Buena Vista Del Norte, a po przejechaniu Santiago Del Teide i wjechaniu na wysokość około 1000 m n.p.m. otwiera się niezliczona liczba kombinacji dróg na północy wyspy.

Rower wyciągnąłem z naszej wypożyczonej Pandy na punkcie widokowym Los Gigantes, jakieś 30-40 m n.p.m. Było bardzo wcześnie, koło 8 rano. Na Teneryfie byliśmy już ponad tydzień i obserwacja pogody kazała mi wyjechać jak najwcześniej. W okolicach południa góry codziennie przykrywane były warstwą chmur, które zepsuły mi widoki przy pierwszej próbie. Tym razem miałem zamiar zameldować się na szczycie przed tą godziną.

Droga do Tamaimo el Teide rower

Pierwsze 6 kilometrów to dość stromy podjazd. Trzeba wspiąć się na wysokość niespełna 500 m n.p.m. do miasteczka Tamaimo. Jest poranek, rześko, choć słońce mocno wali po oczach. Droga wije się wśród plantacji bananów i małych osad. Z każdym metrem mam coraz bardziej spektakularny widok na ocean. Wiem jednak, że crème de la crème pierwszej części tego wypadu dopiero na mnie czeka. Jeździłem tędy dwa lata temu samochodem – doskonale wiem, po co jadę.

Tamaimo Teide Teneryfa rowerem

W Tamaimo nie da się pobłądzić. W pewnym momencie droga się kończy i mamy rozjazd – w lewo na wąwóz Masca oraz Santiago Del Teide, w prawo na wulkan. Oczywiście wybieram tę ostatnią opcję. Droga się wypłaszcza, Kolejne 3 kilometry to czysta przyjemność, co jasno komunikuje znak widoczny na zdjęciu powyżej. Zza kierownicy samochodu, ten odcinek był spektakularny, na siodełku robi jeszcze większe wrażenie. Równiuteńki asfalt, położony na półce skalnej. Z lewej strony zbocze, z prawej strony przepaść, od której oddzielają mnie tylko betonowe bloczki. Widok na ocean, z wysokości 500 m n.p.m. jest wspaniały. Tego dnia powietrze było wręcz przeźroczyste. Nigdy wcześniej nie miałem wrażenia, że La Gomera, wyspa znajdująca się kilka kilometrów od Teneryfy, jest tak blisko.

La Gomera rower Teide

Puerto Santiago Tamaimo Teide La Gomera rower

Widok wyspy, której mieszkańcy do dziś chodzą po tysiącletnim lesie i posługują się językiem gwizdanym, towarzyszy przez bardzo długi odcinek wspinaczki. Gdy kończy się spektakularna skalna półka, zaczyna się mozolne zdobywanie kolejnych metrów w pionie. Podjazd od strony Puerto Santiago jest równy, trzyma cały czas okolice 5%, nie ma zjazdów czy wypłaszczeń aż do płaskowyżu Las Canadas. Fajne jest to, że już na 10-15 kilometrze widać wysokie szczyty. Po prostu jest do czego jechać.

Teide rower

Kolejne kilometry to po prostu wspinaczka. Na tej trasie mam wrażenie, że lasy są rzadsze niż przy podjeździe od strony południowej. Jazda jest w miarę przyjemna, choć momentami delikatnie podniszczony i chropowaty asfalt sprawia, że ma się ochotę zejść z siodła. Wyjeżdżając ponad linię lasów robi się… marsjańsko. Tutaj popełniliśmy z Kasią spory błąd. O ile jakoś z pożywieniem nie miałem wielkiego problemu (o dziwo cały podjazd pokonałem o hotelowym śniadaniu, trzech ciasteczkach i kanapce), o tyle w pewnym momencie zabrakło mi wody. Było już po godzinie 10, słońce prażyło, a mi pozostało modlić się, by za kolejnym zakrętem zobaczyć naszego Fiata z pełniutkim bidonem. Z każdym kolejnym kilometrem zaczynałem coraz mocniej wątpić. Jak się okazało fantazja poniosła mój support – Kasia odjechała mi na jakieś 5km i zatrzymała się na wjeździe na płaskowyż Las Canadas. To nie było przyjemne uczucie i nikomu tego nie życzę…

wyprawa rowerem na Teide

rowerem na wulkan

Co do samego wjazdu do Las Canadas od zachodniej strony wyspy, to jest o tyle fajnie, że aby dostać się na ostatnią prostą, czyli podjazd do kolejki, musimy przejechać zachodnią połowę płaskowyżu. 13 kilometrów, z czego pierwsza część to średnio -1% w dół. Tym fragmentem drogi jechałem już dwa razy. Wiedziałem, że asfalt jest w fatalnym stanie, jednak co innego czuć to podczas jazdy samochodem, co innego przejechać to na szosie. Tarka? Mało powiedziane. Przez te kilkanaście minut mocno obawiałem się o dwie rzeczy – wstrząs mózgu i stan najważniejszej części ciała ;).

Las Canadas Teide rower asfalt

Nie było to jednak największym problemem. Matka natura kolejny raz postanowiła pokazać swoją siłę. Prosty jak drut odcinek o długości około 5km, prowadzi w stronę skrzyżowania z drogą, którą wjeżdżałem na płaskowyż za pierwszym razem. Jest to najniżej położony punkt „korony” złożonej z pasma gór, oplatających Las Canadas od południa. Zbliżała się godzina 11, więc prawdopodobieństwo, że w przeciągu kilku minut pogoda popsuje się, tak jak za ostatnim razem, wzrastało geometrycznie. Nagle na początku tego odcinka zauważyłem, że kłęby chmur zaczynają napływać na płaskowyż, w miejscu, gdzie mniej więcej znajdowało się połączenie obydwu dróg. W tym momencie pomyślałem, że znów nie uda mi się pokonać Las Canadas w słońcu i ponownie dopadnie mnie deszcz. Sytuacja z minuty na minutę się pogarszała. Z resztą spójrzcie na poniższe zdjęcia.

Las Canadas rower

płaskowyż Las Canadas

Las Canadas wulkan Teide

wyprawa rowerem na wulkan Teide

Jechałem jak najszybciej, z nadzieją na ciekawe zakończenie dnia. W końcu nie każdy ma okazję ścigać się z chmurą o to, kto będzie pierwszy na Teleferico del Teide! Jednak okazało się, że 500 metrów za skrzyżowaniem chmura zatrzymała się, a przejazd przez środkową część płaskowyżu wyglądał genialnie. Droga w pełnym słońcu, a góry oplatające to miejsce stały niczym strażnicy, powstrzymując chmury na swoich wierzchołkach. Spójrzcie tylko na to!

Rowerem szosowym na Teide

Las Canadas rower szosowy Teide

Uradowany, że mogę w końcu zrobić sobie selfie z El Teide, jechałem i strzelałem fotkę za fotką. Totalny relaks, będzie dobrze!

El Teide selfie rower

selfie teide

We wpisie na temat pierwszego podjazdu napisałem „Przy Las Roques, miejscu skąd przy dobrej pogodzie oś drogi wskazuje dokładnie szczyt El Teide, chciałem zejść z roweru i płakać z bólu.” Teraz z okolic Las Roques miałem piękne widoki. Porównanie tych dwóch skrajnie różnych krajobrazów, z tego samego miejsca, robi wrażenie.

Las Roques Teide rower wjazd

Zaraz za tym miejscem wykalkulowałem sobie, że na górze zamelduję się przed 12. Kamień ostatecznie spadł mi z serca, jednak żar kanaryjskiego słońca robił swoje. Garmin pokazywał około 19 stopni C, jednak na tej wysokości to nie powietrze, a promienie słoneczne robią różnicę. Było ciężko. Jest taki moment, dosłownie ostatnie 2,5 km przed końcem, że po prostu się odechciewa. To ostatnia wspinaczka. Niby niewiele w górę, jakieś 100 metrów, ale po grubo ponad 3 godzinach wjazdu, po prostu już się nie chce.

El Teide temperatura Teneryfa

rower

Finisz do kolejki, w blasku słońca i ze zdecydowanie lepszym samopoczuciem niż kilka dni wcześniej, to już przyjemność. Zameldowałem się na górze, akurat gdy kolejka ruszała na górę. Czas 3:31. Super! Na górze może już bez tak skrajnych emocji, jak za pierwszym razem, ale buzia cieszyła się sama. Czego sobie po raz kolejny życzę w przyszłości :)

kolejka na szczyt wulkanu Teide

Teleferico del Teide

kolejka Teide

Teide rower wjazd Teleferico

  • emadervw

    Podziwiam! Bylem w tym roku w maju i wjezdzalem autem od poludniowej strony. Sporo kolarzy atakowalo wulkan. Jest to napewno mega przezycie. Jest to w sferze oich marzen hehe.

    • Nie ma co podziwiać, tylko trzeba atakować! Ja jeszcze miesiąc przed wyjazdem leżałem w szpitalu z podejrzeniem zapalenia opon mózgowych i wątpiłem czy w ogóle pojadę (mimo wykupionego wyjazdu). Wjazd od południowej strony został opisany tutaj – http://jezdzenaszosie.pl/wulkan-teide-pierwszy-raz-rowerem/