Rowerowy patent na upały

wpis w: porady i testy | 0

Zapowiada się bardzo krótki sezon. Zbyt długo żyję w tym popierniczonym klimacie, żeby nie wiedzieć, iż jeśli długo mamy upały to zaraz po nich od razu przyjdzie zima…

Przyznaję się, przez cały tydzień nic nie kręciłem. Pracowity tydzień, powroty komunikacją publiczną i 35 stopni w cieniu skutecznie mnie odrzucały od myśli o treningu. Dodatkowo kilka innych spraw i masz… jest piątek a na liczniku 0. Zatem w sobotę rano wstaję z mocnym postanowieniem poprawy, otwieram balkon, godzina 7:30 i puf… wali w twarz takie ciepło, że w południe na bank nie da się wytrzymać. Już mam myśl w głowie, że chyba trzeba przeczekać ten skwar i odłożyć rower na chwilę w kąt, ale słyszę z telewizora, że taka pogoda utrzyma się do 20 sierpnia. Nie no to w takim razie trzeba wyjść. Nie usiedzę na miejscu. Co robić w takich sytuacjach? Trzeba mieć rowerowy patent na upały :)!

rowerowy patent na upały

Ja mam jeden, który w takich temperaturach gwarantuje jazdę w umiarkowanym komforcie psychicznym i fizycznym nawet do 1,5h. Dzień wcześniej biorę duży bidon 0,7l. Zalewam go po kurek wodą i wrzucam do zamrażalnika. Minutę przed wyjściem na trening pakuję bidon do środkowej, tylnej kieszeni koszulki. To bardzo ważne! Dlaczego? Testy empiryczne prowadzone w tamtym roku wykazały na moim przykładzie, że lepiej taki bidon włożyć w kieszeń niż w koszyk na ramie. Po pierwsze w pochylonej pozycji genialnie chłodzi przynajmniej kawałek rozgrzanego ciała, po drugie w tym miejscu lód rozpuszcza się dłużej niż na ramie, mimo że przecież praktycznie bezpośrednio styka się z ciepłym ciałem. Mam na to oczywiście teorię – bidon w koszyku na ramie wystawiony jest na ciągły styk z rozgrzanymi masami powietrza przez które każdy cyklista musi się przebijać pokonując opór. Tym samym schładzamy powietrze i podgrzewamy wodę. Dwa takie same bidony na jednym treningu i wyniki „zaniku lodu” pokazują ewidentnie – na plecach 1,5h chłodzenia, na ramie po lodzie nie ma ani śladu po 0,5h. Trzymając bidon na plecach, pojemnik po prostu porusza się w tunelu aerodynamicznym i powietrze go okalające nie jest tak „zimnochłonne”…

Oczywiście przed wyjściem minimum 0,5l wody z lodem wpompowanej w siebie, pozostałości po kostkach lodu schrupać, połknąć i przez 1,5h można jeździć „na chłodzie”. Dzisiaj sprawdziło mi się to genialnie. Pierwszych 50 kilometrów mój organizm praktycznie nie poczuł. Wręcz czułem jak wpompowanie w niego kolejnych 200ml lodowatej wody dodaje mi skrzydeł. Super sprawa. Tak wygląda mój rowerowy patent na upały. Oczywiście nie wyruszam w jazdę bez dwóch bidonów na ramie, ale one nie mają żadnej wartości jeśli chodzi o picie. Tak też było dzisiaj. Prawie półtora bidonu wylałem na siebie (ważne, aby polewać przód stroju – opór powietrza i wiatr skutecznie schłodzą materiał i ciało, nawet w takich temperaturach), zostawiając tylko niezbędne minimum do picia.

rowerowy patent na upały

Tak sobie myślę, że dobrze planując rundę, można spokojnie zrobić sobie 4 bidony w zamrażalniku. Dwa zabrać na pierwszą rundę, po 2h treningu wymienić je i z nowym lodem jechać na drugą połówkę treningu. Chyba zrobię tak jutro…