Wpadłem na ten pomysł jakiś czas temu i gdy tylko pogoda oraz czas pozwala, robię to, a nawet zachęcam innych. Otóż pomysł jest dość dziwny. Przynajmniej dla tych, którzy rowery nie za bardzo czują. Wstajemy rano, myjemy ząbki, jemy dobre śniadanie, pijemy kawę i wsiadamy na rower, by po trochę ponad dwóch godzinach pedałowania zjeść drugie śniadanie, wypić kawkę i wsiąść na rower (opcjonalnie jak ktoś lubi, może również umyć ząbki). Jak ja to robię?

Otóż jak pewnie zauważyliście po opisie moich przygód z wyprawy Zakopane – Gdynia, tam gdzie mogę i jest taka możliwość darzę dużym zaufaniem kawę z McDonald’s, tortillę z McDonald’s i lody z McDonald’s koniecznie w wafelku z polewą czekoladową. O ile to przedostatnie konsumuję na konkretnych wypadach, gdzie po prostu na inny obiad bez zbytniego wypadania z rytmu nie ma co liczyć, o tyle pierwsza i druga opcja w 100% wystarcza mi jako „coffee & cake”, tak ubóstwiane w świecie cyklistów szosowych.

Jeden z przybytków, sygnowanych logiem dużego, żółtego M, znajduje się jakieś 300 metrów od mojego domu. W praktyce nie zaglądam tam wcale. Po co? Nie jadam fastfoodów, a super kawę mam w domowym ekspresie. Jednak w okolicy wyrosło ich w ostatnich latach tyle, co grzybów po deszczu i drogę do jednego z nich wyjątkowo sobie upodobałem. Wyjeżdżam zatem z samego rana, po zapełnieniu brzucha i porannej toalecie, po 3 godzinach od pobudki jestem już w Kutnie, gdzie spożywam posiłek i wracam.

Trasa od Łowicza wiedzie drogą krajową, ale od momentu, gdy Warszawę z Łodzią połączyła autostrada położona jakieś 10 km na południe, droga obsługuje w praktyce tylko ruch lokalny. W sobotę czy niedzielę rano jest to ruch znikomy, za to droga odwdzięcza się bardzo szerokim poboczem oraz gładką jak stół nawierzchnią. Możecie przecierać oczy ze zdumienia, ale tak – czuję się na tej drodze bezpieczny, choć na sezon 2015 mam opracowane co najmniej dwa alternatywne warianty tej trasy i spróbuję się nimi z Wami w późniejszym czasie podzielić.

Ah… zapomniałbym. W drodze powrotnej, gdzieś przed Łowiczem dzwonię do żonki. Po powrocie i ogarnięciu się po treningu, gorący obiad gwarantowany. No i popołudnie pozostaje tylko dla nas.

  • Początek trasy: Skierniewice
  • Turning point: Kutno
  • Koniec trasy: Skierniewice
  • Dystans: ~ 130 kilometrów