Po co my to właściwie robimy?

wpis w: myśli | 0

Może to wpływ tego pobytu w szpitalu, ale ostatnimi czasy zadaję sobie pytania, o których kiedyś nie miałem czasu pomyśleć. Po co my to właściwie robimy?

Kolarstwo to nie bieganie. Zwykły biegacz amator by utrzymać względnie dobrą kondycję biega 3 razy w tygodniu po 10km. Zajmuje mu to 50 minut. W tym samym czasie, by uprawiać kolarstwo musimy 3 razy tygodniowo poświęcić minimum 2 razy więcej czasu. Minimum, bo przecież w weekendy potrafimy znikać na całe dnie.

kolarska niedziela

Kolarstwo to nie bieganie. W naszym przypadku rower za 10 000 zł to żadna fanaberia. Do biegania, nie oszczędzając portfela, przygotowałem się w profesjonalnym sklepie za 600zł. OK, sknerstwo nie pozwoliło mi kupić zegarka Garmina za 1000zł. Bo i po co? Profesjonalne badanie, dzięki któremu dowiemy się wszystkiego o naszych stopach, w Warszawie możemy wykonać za darmo. BG Fit to wydatek rzędu 600 zł.

Może powyższe przykłady stanowią duże uproszczenie (choć nadal nie znajduje w internecie butów do biegania za 10 000 zł), ale pokazują, że kolarstwo to trudny sport. Nie tylko od strony mentalnej czy też typowo fizycznej. Można powiedzieć, że chcąc go uprawiać cierpi wszystko wokół nas. Rodzina, bo zaraz po pracy znikamy na cały wieczór „na trening”, portfel, który z każdą nową zabawką robi się coraz cieńszy.

Zatem po co?! Co nam sprawia taką przyjemność?! 

Po pierwsze – kumple. Doświadczyłem tego ostatnio na Kolarskiej Niedzieli, którą wielokrotnie tutaj opisywałem. Fajnie było znowu zobaczyć bratnie dusze. Wyjść na zmianę. Wygrać na kresce lotnej premii i to tylko dlatego, że kumple odpuścili, chcąc dodać mi otuchy. Mega sprawa. Na ludzi na dwóch kółkach zawsze można liczyć. Jeśli pasja do kolarstwa jest wyznacznikiem pewnego podejścia do życia, to życzyłbym sobie, by cały nasz kraj rozkochał się w tym sporcie. Byłoby nam łatwiej.

kolarska niedziela

Po drugie – miejsca. Kolarstwo daje możliwość zobaczenia i docenienia miejsc, które w innych wypadkach nie smakowałyby tak dobrze. Wjechać na takie Stelvio samochodem – żadna filozofia a i powietrze wtedy nie pachnie tak pięknie, gdy wdrapiesz się tam o siłach własnych mięśni. Osobiście rower daje mi powód, jest przyczyną do szukania. By pojechać dalej, wyżej, szybciej – złapać sens i cel dla najbliższych kilku czy kilkunastu tygodni. Czasem pojechania nawet gdzieś blisko i po prostu zachwycenia się czymś. Tak jak na zdjęciu poniżej – zdjęciu wykonanym wczoraj, kilka kilometrów od domu. Piękna złota polska jesień. Na rowerze smakuje zupełnie inaczej niż w kurtce i szaliku. Tego nie da mi żaden inny sport.

Wiem o czym piszę, od 8 rano klikam jak idiota w Google Street View i zachwycam się miejscami, do których chciałbym dotrzeć na dwóch kołach.

złota polska jesien