Ochraniacze na buty Shimano – test

wpis w: porady i testy | 2

Jak już pisałem w jednym z ostatnich wpisów o sposobach ubierania się w zimie, zawsze miałem problemy z marznącymi stopami. Od 10 stopni powyżej zera zaczynał się mój mały kolarski dramat. Próbowałem wielu dróg. Ochraniacze na buty Shimano były przedostatnią z nich. Potem zostawał już tylko zakup nowych butów do jazdy zimą, na temat których opinie w internecie są podzielone. Całe szczęście nie musiałem ich testować drogą kupna. Dlaczego?

W ostatnich kilkudziesięciu miesiącach wypróbowałem chyba wszystkich dostępnych środków złagodzenia wiatru, który hula w moich podziurawionych fabrycznie butach Shimano. W poszukiwaniu ukojenia wybrałem metodę „od najtańszej, do najdroższej.” Zatem zacząłem od przeszukiwania testów skarpet snowboardowych, potem zakupiłem drugą parę, następnie dołożyłem do tego tzw. zimową wkładkę, która charakteryzuje się tym, iż na spodniej jej części jest płat aluminium, mający odbijać zimno. Po zaaplikowaniu obydwu tych rozwiązań w bucie zrobiło się bardzo ciasno, a wiatr nadal nie dawał spokoju moim nogom.

Przygotowując się zatem do tegorocznej zimy, postanowiłem wejść na wyższy niż budżetowy level poszukiwań. Miałem kilka wolnych groszy, postanowiłem zatem kupić najgrubsze neoprenowe ochraniacze, jakie uda mi się znaleźć w Internecie. Wybór padł na ochraniacze Shimano o nazwie Asphalt NPU+. To wśród ochraniaczy waga ciężka – 3mm grubości robi robotę już w samej tabelce z marketingowym bełkotem, zwanej specyfikacją techniczną.

Zakupiłem je w moim ulubionym sklepie internetowym (nie płacą mi, więc nie powiem gdzie :P), za bardzo atrakcyjną cenę. Niestety w wielu innych miejscach ceny oscylowały w granicach 190-200 zł. To dużo jak na ochraniacze, które są elementem raczej szybko zużywającym się. Sklep oferował jednak cenę o wiele niższą, więc się zdecydowałem. Do wyboru mamy model ciemny z niebieskimi elementami oraz taki, jak na zdjęciach powyżyj, czyli w nomenklaturze producenta „neon yellow.”

ochraniacze Shimano Asphalt NPU+

Ponieważ ochraniacze to typowo zimowy sprzęt, w zimę jest ciemno i ważniejsze nad stylówę, jest dla mnie bezpieczeństwo, wybrałem oczywiście wersję fluorescencyjną, co widać na obrazku powyżej. Jeśli chodzi o ich działanie, to muszę przyznać, iż jestem zafascynowany. Potrzeba trochę gimnastyki, by pierwsze kilka razy je założyć, ale czas na to poświęcony zwraca się potem na rowerze, a właściwie w wydłużonym czasie treningu, dzięki ciepłym kończynom dolnym.

Pierwszy wyjazd był dla mnie nie lada przeżyciem. Wieczór, wyjeżdżam z miasta, pierwsza prosta i pierwsza myśl „no to sprawdźmy jak się sprawują!” Rozpędziłem rower do 40kmh, było okolo 8 stopni, więc przy tej temperaturze już powinienem czuć bardzo namacalnie kanały, którymi zimne powietrze opływa moje stopy. Teraz… nic! Jestem w domu pomyślałem. Faktycznie, byłem. Od tamtego czasu jeżdżę w nich cały czas. Będzie to już 3 miesiąc naszej wspólnej przygody. Od tamtego czasu nogi nie zmarzły mi ani razu, a zapuszczałem się na godzinne wypady nawet poniżej -10 stopni Celsjusza.

Kolejna sprawa warta poruszenia, to ich wodoszczelność. Neopren, to taki sam materiał, z jakiego robi się tzw. suche pianki dla nurków. Raz zapuściłem się w nich do lasu, wróciły oblepione błotem. Ich ściąganie bez ówczesnego zmycia go, spowodowałby ubłocenie całej podłogi w przedpokoju. Postanowiłem zatem, że tak jak stoję, wejdę pod prysznic i zmyję brud. Lałem na nie wodę żywym strumieniem przez dobrych kilka minut. Po zdjęciu ochraniaczy, zarówno buty, jak i noga, były w 100% suche.

Ochraniacze na buty Shimano są świetnie skrojone. Bardzo dobrze leżą na moich butach, opinają je i zupełnie nie wpływają na użytkowanie pedałów z SPD. W mojej opinii również bardzo dobrze wyglądają, wpływają na bezpieczeństwo i przede wszystkim w 100% spełniają swoją rolę. To był jeden z lepszych zakupów podczas przygotowań do tegorocznej zimy.