Minimalizacja i optymalizacja – kolarstwo uczy życia

wpis w: myśli | 0

Minimalizacja ryzyka i optymalizacja działań. Tak mniej więcej można streścić ostatnie 7 dni w moim wykonaniu. Zdałem sobie z tego sprawę dopiero dzisiaj rano, kręcąc kolejną setkę w tym roku…

Przez ostatnie 7 dni nakręciłem 350 kilometrów. Dużo i nie dużo. Jak by nie było – 11h w siodełku. Takiego wyniku życzyłbym sobie w każdym tygodniu tego lata (bo już chyba możemy o nim mówić otwartym tekstem). Ostatni tydzień był jednak ze wszech miar wyjątkowy. Mam wrażenie, że gdy moje życie na chwilę łapie stabilizację, co od razu widać na training logu w Stravie, wsiadam na jakiś rollercoaster. Nie. Na dobrą sprawę to po takim tygodniu czuję się, jakby mnie ktoś wsadził do pralki i ustawił wirowanie. Stąd moja duma z osiągniętego wyniku jest jeszcze większa, a przemyślenia… całkiem ciekawe.

Kolarstwo uczy życia

W tym miejscu planowałem opisać, co działo się przez ostatni tydzień w moim życiu. Próba opisania tego choćby na najniższym poziomie szczegółowości zajmuje mi wciąż ponad tysiąc znaków – nikogo, a tym bardziej mnie za kilka tygodni, nie będzie to interesować. Fakt jest jeden, pracowałem od świtu do nocy i jeśli tylko mogłem sobie pozwolić na krótką przerwę, leciałem na rower. Wracałem z pracy, zrzucałem ciuchy, na dwie godziny wyjeżdżałem zresetować mózg, by potem jeszcze kilka godzin popracować. We wtorek po południu moje zmęczenie sięgało zenitu. Mam chyba dziury w kojarzeniu zdarzeń – mózg po prostu zaczął się gotować.

W tym samym momencie, zaczął on działać i doprowadzać mnie do nader racjonalnych konkluzji. Diabełek na ramieniu mówił mi „zwolnij, zjedz coś tłustego, odpal TV i napij się dobrego wina”. Rozsądek za to podpowiadał „jak to zrobisz, jutro nici z jakiejkolwiek efektywnej pracy, a tym bardziej kręcenia korbą”. To dla mnie bardzo dziwne. Nigdy nie myślałem w ten sposób. U granic wytrzymałości, to co jesz, to co robisz, to jak gospodarujesz czasem i snem, to wszystko zaczyna nabierać strategicznego znaczenia. Wszelka optymalizacja działań, zaoszczędzone dwie minuty, są na wagę złota. Wiesz, że nie masz czasu na jazdę, ale z drugiej strony czujesz, że to jedyny wentyl bezpieczeństwa! Nie ma wyjścia, trzeba wszystko zorganizować tak, żeby znaleźć chwilę, móc wyciszyć telefon i ruszyć. Pomyśleć o sobie, porozmawiać z samym sobą.

Kolarstwo uczy życia

We wtorek, w trakcie przejażdżki spotkaliśmy na trasie z Jakubem zapalonego kolarza. Zapraszał nas mocno, do wzięcia udziału w dzisiejszej rundzie Szosomanii w Adamowicach. Wiedziałem, że będzie fajne ściganie i na dobrą sprawę nie trzeba mnie było przekonywać. Chciałem jechać od jakiegoś czasu. W środę jednak usiadłem, na spokojnie wszystko przekalkulowałem i doszedłem do wniosku, że nie stać mnie na takie ryzyko. W peletonie wszystko może się zdarzyć, a ja lada chwila wyjeżdżam na Stelvio. Wymarzony wyjazd, który siedzi mi w głowie od roku. Nie mogę pojechać teraz zawodów i ryzykowania, że położę mój misterny plan w jakim nieprzewidywalnym zdarzeniu.

Skończyło się na tym, że zamiast zjeść makaron i zapakować rower do samochodu by dotrzeć do Adamowic, wstałem o 7 rano, wypiłem kawę, zjadłem arbuza, wsadziłem dwa banany w kieszeń i poleciałem na rundkę. Było mega fajnie. Boże Ciało to świetny dzień na przejażdżki – nikogo na drogach, zawsze piękne słońce. Zanim się obejrzałem, garmin pokazał 120 kilometrów, a ja zameldowałem się w domu przed 12. Teraz mogę sobie pozwolić na szaleństwo – poszliśmy z Kasią na pizzę i duże lody! :)

Kolarstwo uczy życia

W całym tym wpisie zmierzam do tego, że będąc postawionym w dość ekstremalnej sytuacji, możemy odkryć siebie na nowo. Zajrzeć w obszary swojego organizmu, do których rzadko zaglądamy. Ja z tego tygodnia wyciągnę dla siebie wielką lekcję. Mam nadzieję, że przyda się we Włoszech. Cały czas uczę się, życie stawia mnie w ciągłej konfrontacji z kolarstwem. Nie chcę wybierać, chcę „mieć ciastko i zjeść ciastko”. Do tej pory się udaje, chociaż jest coraz trudniej.

PS. Bardzo dziękuję osobom, które zainteresowały się poprzednim postem. Na jakąś mikroskalę, wpis rozlał się po Sieci. Kilka osób zadało trochę trudnych pytań, mam nadzieję, że pomogłem. Pan Jaroński i spółka wspomnieli o mnie w sobotę podczas relacji z Giro d’Italia na żywo w Eurosporcie. Niestety tego nie widziałem – pracowałem, ale dowiedzieć się o tym było bardzo miło. Tak czy siak – dało mi to power, że komuś to co piszę się podoba. Mam już chyba kolejny szalony plan, kolejny krok w przygodzie pod tytułem „rower”. Zobaczymy czy się uda – decyzję, czy podejmuję rękawicę, pozostawiam sobie na tydzień po Stelvio.

jedziemy poznać królową