Martombike – test indywidualizowanego stroju kolarskiego

wpis w: porady i testy | 1

Post nie jest sponsorowany przez firmę Martombike ze Swarzędza. Mimo to będą pochwały. Bo dobre trzeba chwalić! Wszystko jednak zaczęło się od chęci założenia na siebie w trakcie treningu czegoś wyjątkowego…

Wiadomo – kolarska stylówka to część tej pasji i choć jestem gorącym przeciwnikiem wielkiego spinania się na tematy, kto, w czym i dlaczego akurat w tym jeździ, to uważam, że dobrze ubrany kolarz umila widok na drodze. Sam zaczynałem, jak chyba każdy, od podrabianych ciuchów pro-teamów Made in China. Na moje szczęście skończyło się na jednym takowym. Od tamtego czasu uzbierałem kilka ciekawych kompletów i produktów firm odzieżowych, w tym jeden wyjątkowy bo personalizowany. Jest nim strój, który zamówiłem w Martombike’u właśnie.

Martombike test

Zaczęło się gdzieś na początku tego roku, gdy rozpoczynałem przygodę z blogiem oraz byłem w trakcie kompletowania sprzętu na wszelkie warunki pogodowe z myślą o wjeździe na Stelvio. Wtedy wiedziałem z całą pewnością, że chcę stroju z elementami fluo. Raz, że na zimę już miałem mnóstwo rzeczy w jaskrawo-żółtym kolorze, dwa, bardzo podobał mi się strój treningowy Tinkoff Saxo, w którym śmigali po mojej ukochanej Teneryfie w tamtym czasie. Postanowiłem, że fluo będzie dobrą opcją na wyjazd i na stylówkę – Włosi to na bank docenią.

Wybór firmy, modelu i wzoru

Przejrzałem oferty wielu polskich firm i przyznam szczerze – trudno było tam znaleźć coś dla siebie. Warunki typu minimum 10 kompletów, były dla mnie nie do przyjęcia. Pomijam mało intuicyjnie wytłumaczony sposób zamawiania i zlecania takich druków. Po prostu nie czułem się komfortowo przeglądając strony internetowe producentów. Martombike, choć stronę ma fatalną i flow informacji jest tam bardzo zaburzony, to jednak miał dwie duże przewagi – wykazując się minimum determinacji, każdą wątpliwość dotyczącą zamawiania stroju można było rozwiać zwiedzając kolejne strony oraz… byli właśnie świeżo po wprowadzeniu do oferty kolorów fluo!

Martombike test

Ważnym elementem, który również wpłynął na wybór właśnie firmy Martombike, był szeroki asortyment. Kilka modeli koszulek i spodenek sprawia, że każdy jest w stanie sobie dopasować produkt do wymagań i budżetu. Ja zdecydowałem się na najdroższe pozycje, czyli koszulkę model 213 Pro Tour i spodenki model 573 z wkładką Dolomiti Pro. Ceny? Wcale nie porażające, jak na produkty z najwyższej półki w ofercie firmy – odpowiednio 169 i 199 zł.

Muszę się przyznać – nie mam żadnych zdolności graficznych, miałem dużo pomysłów, ale żaden do końca do mnie nie przemawiał, a ostatecznie pozostawała jeszcze kwestia zmaterializowania moich wizji w postaci projektu. Ja bym tego nie zrobił. W tym momencie z pomocą również przyszła oferta Martombike – całe bogactwo wzorów, które można modyfikować po opisaniu pożądanych zmian w mailu do firmy. Ja wybrałem sobie jeden taki wzór i poprosiłem o kilka zmian (wprowadzenie koloru fluo, nazwiska i flagi na spodenkach oraz naniesienia adresu bloga na boczne panele). Oczywiście za pracę grafika musiałem zapłacić, ale niewielkie zmiany wiążą się z niewielką opłatą i nie przekraczają one kilkunastu procent wartości zamówienia. Poniżej na zdjęciu po lewej stronie widać wzór „przed” modyfikacjami, a po prawej „po”.

Martombike
Martombike – po lewej wzór przed modyfikacjami, po prawej po modyfikacjach.

Jeśli chodzi o kontakt z firmą, to na początku było jakoś ciężko, ale wina leży też po mojej stronie – sam szukałem inspiracji i najlepszego możliwego wzoru. Skoro już bierze się najlepsze modele, to i wzór musi być wspaniały. Potem przyszedł czas wyboru rozmiaru. Pracownicy Martombike podchodzą do tego z wielką atencją. Serio! Nigdzie nie spotkałem się, żeby podawać komuś tyle wymiarów celem dobrania koszulki i spodenek. Szacun! Gdy już potwierdziliśmy zamówienie, stworzenie powyższego projektu a następnie sama realizacja przebiegła bezproblemowo i wyjątkowo szybko, jak na początek sezonu, gdy każdy produkuje stroje. Paczka od zatwierdzenia wzoru przyszła w dwa tygodnie, mimo, że pracownicy nie robili mi wielkich nadziei na realizację przed upływem miesiąca… super! Zatem paczka przyszła i nadszedł czas by pierwszy raz się przymierzyć.

Pierwsze wrażenia

Gdy rzucicie okiem jeszcze raz na wizualizację projektu, jaką przysłano mi do akceptacji, zobaczycie na pewno, że na suwaku z przodu koszulki romby (tudzież kwadraty) nie pokrywają się na łączeniu idealnie. Machnąłem na to ręką przy akceptacji. Otworzyłem paczkę, założyłem koszulkę i tu spotkało mnie bardzo miłe zaskoczenie – wszystko jest idealnie spasowane! Nie wiem jak to zrobili, ale wszystkie linie pokrywają się ze sobą z milimetrową tolerancją. Coś pięknego – dla mnie majstersztyk.

Kolejna myśl to – WOW, ależ to przylega do ciała! Nigdy nie miałem kombinezonu czasowego na sobie, ale to jak strój opinał ciało było niesamowite! Wrażenie potęgował brak jakiegokolwiek szwu na rękawkach. Normalnie jak bym założył na siebie drugą skórę. Dopasowanie jednocześnie zupełnie nie krępowało ruchów – materiał jest bardzo rozciągliwy, spokojnie można było oddychać. Rozciągliwość potwierdza poniższe zdjęcie, gdzie w kieszonki, w trakcie wspinaczki na Stelvio, wpakowałem baaardzo dużo rzeczy i można by było upchnąć jeszcze drugie tyle. Zobaczcie sami.

Martombike test

Przód koszulki wykonany jest z bardzo miłego w dotyku materiału, który jest bardzo przewiewny. Tył to siateczka. Gdy założy się to na ciało, ma się wrażenie, że niczego na sobie się nie ma. Idealne rozwiązanie na upalne dni. Dodatkowe brawa za materiał użyty w tylnej, dolnej części koszulki. Nie wiem jak to jest zrobione, ale za dnia wygląda tak, jakby był po prostu zadrukowany. W ciemności świeci jak wielki pas odblaskowy! Świetna sprawa na nocne wyprawy. Za dnia wcale tego nie widać, w nocy pełni praktyczną funkcję.

Spodenki uszyte są z najlepszej lycry jaką miałem okazję nosić. Do tej pory myślałem, że ideałem są moje spodenki Questa, jednak w porównaniu z materiałem od Martombike, mam wrażenie, że lycra Questa jest… jakby lekko gumowana. Nie ma takiej przewiewności. Świetne wykończenie oraz mega rozciągliwość (również szelek) sprawia, że idealnie dopasowują się do ciała. Jedyne co wygląda dość dziwnie to malutka metka „wystająca z tyłka”, jak to określił jeden z moich współtowarzyszy treningu. Faktycznie, element o wymiarach 5x5mm wystający z pośladka w stroju kolarskim wygląda dość oryginalnie :).

Wrażenia po kilku tysiącach kilometrów

Od momentu otwarcia paczki ze strojem minęły cztery miesiące i cztery tysiące kilometrów, z czego spokojnie 3/4 zrobiłem właśnie w tym stroju. Czemu? No odpowiedź nasuwa się sama – jeśli wybieram go tak często, to oznacza że najlepiej się w nim czuję. Strój w tym czasie prany był miliony razy. Nie stracił ani swoich walorów użytkowych, ani estetycznych. Wszystko wygląda tak, jakbym wyciągnął strój dopiero z paczki. Pierwsze wrażenia potwierdziły się na długim dystansie – koszulka jest mega przewiewna. Fluo kolor zwraca uwagę i uśmiech na twarzy przechodniów. Ogólnie strój wywołuje sporo emocji. To fajne uczucie, gdy jeździsz pośród brzydszych i ładniejszych strojów, ale jednak deczko nudnych, bo większość z nich robiona jest na jedno kopyto. Tutaj jest inaczej i na dodatek widać mnie z kilometra… potwierdził to Maciej, który na Velo Toruń podczas wchłaniania mnie przez grupetto przywitał mnie pięknym stwierdzeniem (a wtedy się jeszcze nie znaliśmy): dobrze się Ciebie goni! Widzimy Cię od kilkunastu kilometrów. No dobra… może jednak na zawodach to nie jest dobra rzecz :P.

Martombike test

Nie poruszyłem jednej ważnej kwestii – wkładki. Otóż wciąż będę wracał do porównania z wkładką Questa, którą uważałem za najlepszą jaka do tej pory mi się przytrafiła. Dolomiti Pro, wszywana do spodenek Martombike’a jest przynajmniej tak samo dobra. Przebieg na poziomie 150km dziennie nie stanowi żadnego problemu dla niej. OK, tyłek boli, bo 5h spędzonych w siodełku odczuwalne być musi, ale na drugi dzień można zrobić tyle samo i nie jest gorzej. Potwierdził to ostatni tydzień, gdy katowałem strój dzień po dniu, kręcąc grubo ponad 100 km dziennie.

Podsumowując – serdecznie polecam Martombike. Jeśli chcecie wyprodukować sobie swój strój i nie wyglądać jak sponsorska choinka Sky czy Etixx – to jest najlepsza droga!

PS. Mam już pomysł na kolejny strój i jeśli znajdę jakiegoś grafika, który ogarnie mi projekt, to już niedługo będę mógł się pochwalić nowym, blogowym strojem. Niestety zlecenie projektu od podstaw u grafików Martombike kosztuje 250zł. Dla mnie trochę drogo, szczególnie że mój nowy projekt będzie mega prosty i praktycznie wystarczy tylko nałożyć logotyp na koszulkę :). No to na koniec zrobiło się intrygująco!

  • Kamil

    A jak sprawdza się wiatrówka od martombike’a? Jak oddychalność i ewentualna wodoodporność?