Kaseta do zmiany? Przemyślenia po wjeździe na Kaszubskie Oko

wpis w: myśli | 3

Kaszubskie Oko to zbiornik, znajdujący się nad miejscowością Czymanowo, na pomorzu. Od miejscowości prowadzi do niego dwukilometrowa droga, która w pierwszej swojej połowie pnie się w górę ze średnim nachyleniem 9%. Postanowiłem sprawdzić, jak to jest. Wyciągnąć kilka wniosków na Stelvio.

Wtorek, 4:30, wyglądam trochę dziwnie pod blokiem. Ładuję rower, dwie torby, kolarskie manele i wyjeżdżam. Wszystko po to, żeby przed 8 być już w Gdańsku i zacząć dzień pracy. Podjeżdżam pod siedzibę, z zapakowanym rowerem w bagażniku mojego kombi. Kilka osób w trakcie dnia podpytuje się mnie, po co taszczę ze sobą 400 kilometrów rower? „Na trening!” odpowiadam. Kwadrans przed 16 wychodzę z pracy, po drugiej stronie drogi melduję się w hotelu. Szybko się przebieram i o 16:15 wyruszam w drogę do Czymanowa. W recepcji jeszcze Pani rzuca bardzo miłe spojrzenie i życzy miłej przejażdżki… Zobaczymy.

Po drodze niestety wypijam kupionego w biegu Monstera. Musiałem kupić coś co by pobudziło mnie do przejechania 85 kilometrów w trójmiejskich i podmiejskich korkach. Fatalnie się jechało, odcinek Rumia-Reda-Wejherowo po 16 to koszmar, ale nie zasnąłem. Na miejscu w Czymanowie… MAGICZNIE! Jezioro Żarnowieckie, zakręt i ściana lasu, a w niej… im głębiej tym bardziej stromo! Wyciągam rower z samochodu i… cholera jasna! Zapomniałem Garmina i aparatu. Pal licho z tym ostatnim – zrobię zdjęcia komórką, ale brak Garmina to brak podstawowej wiedzy o bpm, a przecież po to między innymi tutaj przyjechałem. Trudno, odpalam Stravę i jazda. W końcu po obserwacji zachowań organizmu też sporo uda mi się zrozumieć.

Kaszubskie Oko Kaszubski Orlinek

Podczas pierwszych trzech wjazdów moje serce waliło jak młot. Dyszałem, walczyłem i w głowie kołatała tylko jedna myśl – nie damy z Jakubem rady na Stelvio. Tutaj jest kilometr, ok trochę bardziej stromy, ale zaledwie kilometr, a na jego końcu lecę już na beztlenie. Po trzecim podjeździe zmieniłem taktykę. Uspokoiłem wjazdy, przestałem walczyć z rowerem i sobą. Od razu lepiej. OK, nadal jest ciężko ale lepiej. Mam wrażenie, że moja nizinna kaseta 11-25T jest zdecydowanie za twarda na taką górkę, ale da się wjechać.

Okazało się, że zanim zaczęło się robić zimno, podjechałem jeszcze dziesięć razy, co dało łącznie 13 kilometrów podjazdu i 1182 metry w górę. Fajnie było! Nogi z każdym wjazdem może nie były bardziej wypoczęte, ale przyjmowały wysiłek z większym spokojem. Za każdym razem czułem, że na końcu tego kilometrowego odcinka jest minimalnie gorzej niż kilka minut wcześniej, ale nie było dramatu. Cały czas tylko trzy rzeczy zaprzątały mi głowę:

Kaszubskie Oko Kaszubski Orlinek

Po pierwsze, wspomniana kaseta. 28 zębów na kasecie byłoby chyba lepszym rozwiązaniem, ale podjąłem decyzję, że trzeba być twardym. Spróbujemy wjechać na tym co mam.

Po drugie, cały czas poruszałem się na wysokości 10-110 m n.p.m. Tutaj tlenu jest więcej niż w górach. Skonsultowałem to ze znajomym, zahartowanym w bojach himalaizmu rowerowego – mówi, że na wysokościach spotykanych w Europie problem tlenu na rowerze nie występuje. OK… przekonam się za kilkanaście dni :).

Kaszubskie Oko Kaszubski Orlinek

Po trzecie, ta przerażająca prędkość! Cały czas nie potrafię zaufać do końca moim cieniutkim oponkom. Może to lepiej, że zapomniałem Garmina, bo prędkości powyżej 80kmh zaczynają mnie przerażać. Kocham prędkość. Całe życie spędziłem w profesjonalnym motorsporcie. Ja jednak z roku na rok coraz bardziej szanuję to co mam, czyli zdrowie, a przy takich prędkościach margines błędu robi się już niewielki.

Niemniej sam trening przekozacki i tylko jeszcze mocniej nakręcił mnie na Stelvio. Już niedługo… już naprawdę niedługo!

Poniżej zapis wysokościowy ze Stravy.

Kaszubskie Oko Kaszubski Orlinek