Jak ubierać się zimą na rower?

wpis w: porady i testy | 1

Na pytanie jak ubierać się zimą na rower poszukiwałem odpowiedzi od dawna. Przeszukałem setki poradników internetowych, przerzuciłem tysiące stron z produktami w internecie i wydałem małą górkę pieniędzy na ten aspekt rowerowego żywota. Mam wrażenie, że udało mi się znaleźć coś dla siebie i chętnie się tą wiedzą z Tobą podzielę. Zapraszam do lektury.

Czemu w ogóle zacząłem zastanawiać się jak ubierać się zimą na rower? Sprawa jest trochę bardziej złożona. Jeszcze rok temu, jazda na rowerze w zimę nie sprawiała mi żadnego problemu. Dwie pary skarpet i dobra bluza/softshell załatwiały sprawę. Wtedy jednak ważyłem 120 kilogramów i ciepło w moim organizmie było zatrzymywane przez grubą warstwę tłuszczu. To do tej pory chyba jedna zaleta jej posiadania jaką przez rok zanotowałem. Szok termiczny jaki zacząłem przeżywać już na przełomie września i października był gigantyczny. Co prawda już w lato zaczynałem dziwić się, czemu jest mi ciepło dopiero po nałożeniu cienkiej bluzki termoaktywnej z długimi rękawami. Im bliżej końca roku, tym cieplej się ubierałem. Wydałem na to w ostatnich miesiącach sporo pieniędzy, ale osiągnąłem stan, gdzie nie czuję wielkiego dyskomfortu nawet przy minus 10 stopniach. Zatem co polecam?

jak ubrać się zimą na rower
jak ubrać się zimą na rower
Pierwsza warstwa

W sieci bardzo dużo dyskutuje się nad wyższością bielizny termoaktywnej z materiałów syntetycznych, których swoją drogą jestem gorącym zwolennikiem, od tej wyprodukowanej z wełny merynosa. Czym jest merynos, gdzie żyje i czemu to takie fajnie mieć bieliznę z tej owcy, nie będę się tutaj rozpisywał. Wystarczająco dużo napisano o tym w innych miejscach. Skupię się na swoich odczuciach. Już pierwszy kontakt z produktami z wełny merynosa był dla mnie lekkim zaskoczeniem. Pierwsza myśl „są bardzo grube i ciężkie.” Tak jest, jeśli wcześniej mieliście do czynienia z lekką bielizną syntetyczną, to merynos Cię zaskoczy swoją objętością. Jednak nie ma się do czego zrażać. Po założeniu termoaktywka z merynosa faktycznie grzeje i gwarantuje podstawowy komfort termiczny. Swój zestaw kupiłem cztery miesiące temu i od tamtego czasu jest bardzo intensywnie używany. Tam gdzie inni zakładali bluzy kolarskie, długie spodnie etc. Ja zakładałem termoaktywkę i zwykły letni strój.  Potem przyszły temperatury mocno poniżej 10 stopni i trzeba było uruchomić kolejne pokłady gotówki w portfelu.

Chroń kończyny swoje

W moim przypadku od zawsze największy problem sprawiały stopy. Nawet w lato potrafię czuć spory dyskomfort z tym związany. Opisałem to między innymi przy okazji pokonywania trasy Toruń – Gdynia. Pewnie jest to spowodowane tym, że moje buty Shimano mają więcej dziur wentylacyjnych niż szwajcarski ser. Poniżej 10 stopni czuję wręcz fizycznie, jak zimne powietrze przepływa przez but. Ciekawe uczucie, ale mimo wszystko przy niskich temperaturach szybko przeradzające się w ból.

Jeśli chodzi o ręce to jest lepiej. Na moim crossowym Herculesie mi swego czasu trochę drętwiały, ale wymiana rączek na ergonomiczne załatwiła sprawę. Ale nie o tym miał być ten wpis. Wracając do tematu – ręce do 0 stopni spokojnie u mnie są w stanie sobie poradzić z grubszymi rękawicami z bawełny. Jednak to rozwiązanie ma kilka wad, dlatego i tutaj zdecydowałem się zadziałać.

ochraniacze Shimano Asphalt NPU+

Przystępując do zakupów postanowiłem przygotowywać się na najgorsze i kupować rzeczy na bardzo niskie temperatury. Jestem zmarźluchem. Postawiłem zatem na grube, neoprenowe ochraniacze na buty oraz rękawice z windstopperem. Efekt jest taki, że nogi nadal marzną, ale nie jest to już tak uporczywe. Podejrzewam, że to po prostu reakcja organizmu, który czując w jakich warunkach się znajdujemy, przestaje dbać o kończyny na rzecz ważniejszych elementów naszego ciała ;). Rękawiczki za to, to produkt fenomenalny. Nigdy się z czymś takim nie spotkałem. Są ciepłe, wręcz gorące, mimo, że są bardzo cienkie. Żaden wiatr w nich nie hula, a po 15 minutach jazdy robi się w nich wręcz sauna. Uwaga – obawiałem się, że sauna zamieni się po jakimś czasie w zamrażarkę. Nic z tego – trzy czy cztery godziny jazdy nie robią na nich wrażenia, a ręce są wciąż bardzo gorące.

Wracając jeszcze do nóg, to używam wodoodpornych spodni z szelkami. Kupiłem takie bez wkładki. Mogę w nich zarówno jeździć na rowerze (na nie zakładam wtedy jeszcze letnie spodnie z wkładką), jak i biegać. Panele wodoodporne i wiatroszczelne z przodu i z tyłu ochraniają staw kolanowy przed przemarznięciem i idealnie współpracują z wełną merynosa.

Tułów to sprawa indywidualna

W ramach wszelakich eksperymentów zauważyłem, że jest tylko jedna uniwersalna zasada dotycząca tułowia – ubieraj się na cebulkę. Nie mam specjalistycznej kurtki kolarskiej, nad czym ubolewam. Za to spokojnie radzę sobie ubierając kilka warstw ciepłych ubrań. Po pierwsze potówka, czyli pierwsza warstwa. Musisz zadbać by cały pot, który wyprodukujesz – a wyprodukujesz, nie miej złudzeń, też naczytałem się dziwnych artykułów, które twierdziły, że w zimę człowiek się nie poci – został odprowadzony jak najdalej od skóry. Kolejne warstwy powinny być w miarę oddychające (syntetyki), a jednocześnie stawiające dość dobrą granicę wiatrowi.

Jedź z głową!

jak ubrać się zimą na rower

Swego czasu miałem problem z bolącą żuchwą i odpadającymi uszami. Sprawę załatwiła maska do biegania z panelem neoprenowym na twarz i czapka z panelem windstopperowym, biegnącym od uszu do czoła. Super sprawa. Na kask dodatkowo na zimę założony mam pokrowiec w jaskrawym kolorze, ale to bardziej dla swojego bezpieczeństwa niż zastosowań praktycznych.

Podsumowując – na pytanie jak ubierać się zimą na rower, odpowiadam – wszystko jest kwestią indywidualną, jednak mam nadzieję, że moje doświadczenia pomogą Ci w przetrzymaniu największych mrozów ;). Testujcie i dzielcie się swoimi spostrzeżeniami.