Hochtor, Grossglockner i inne takie rowerem…

wpis w: myśli | 0

Od momentu, gdy kupiłem sobie na trenażer trasę Grossglockner High Alpine Road do przełęczy Hochtor, chciałem tam pojechać. Z wielu względów tegoroczny, długo planowany, wyjazd na Stelvio nie wypalił (chciałbym dopisać „jeszcze”), dlatego postanowiłem obrać właśnie ten kierunek…

Przed zakupem Real Life Video do Tacxa wiele nasłuchałem się o drodze na Hochtor. Ponoć super, ponoć lepsze widoki niż na Stelvio. Ponoć Hochtor niedoceniony… Przejechałem ją na Tacxie i okazało się, że faktycznie może tam być ciekawie. Zła pogoda na przełomie maja i czerwca we włoskich alpach oraz infekcja wirusowa na kilka dni przed planowanym wyjazdem spowodowała, że zamieniłem Włochy na Austrię. Po pierwsze pogoda zdradzała mniejszą tendencję to załamania, po drugie 400 km mniej w jedną stronę samochodem skutecznie zachęcało mnie do obrania tego kierunku.

Keiser-Franz-Josef Pasterze Glacier

Jak się okazało, w nocy przy pomocy dwóch Monsterów, można śmignąć z centrum Polski do Zell am See (nie przekraczając 130km/h) w 10h. Z jednym tankowaniem jeszcze w Polsce i dwoma przystankami na uwolnienie Monstera do austriackiego systemu kanalizacyjnego. Całkiem dobry wynik. Zameldowaliśmy się zatem jakieś 5h za wcześnie, ale dzięki temu mogłem jeszcze pierwszego dnia pojechać na recon samochodem. Błąd. Nigdy tego nie rób. Wiem o tym, a jednak ciekawość wygrywa.

Hochtor Pass Przełęcz

Recon

Z Zell am See do Ferleiten, gdzie usytuowane są bramki wjazdowe na Grossglockner High Alpine Road, jest jakieś 10 km. Fajna dróżka, malowniczą dolinką. Nagle zza zakrętu wyłania się duża polana wylana asfaltem, na jej końcu bramki do poboru opłat za przejazd i… ściana! Na Tacxie robiło to wrażenie, w rzeczywistości trochę zniewala. Równo, równo, równo i nagle 12%! Co do samych bramek – rowerowe przejazdy są darmowe, pojedynczy przejazd samochodem ponad 30 euro. Myśmy kupili miesięczny karnet za niewiele ponad 50 eurasów – w końcu mieliśmy sobie tam pojeździć więcej niż raz. Drogo ale cóż począć, należy to traktować bardziej jako zakup biletu do wesołego miasteczka (o czym w jednym z kolejnych wpisów), niż opłatę za przejazd.

Co powiedział mi o tym podjeździe przejazd samochodem? Pieruńsko stromo i to przez cały czas. Piękny, równy jak stół asfalt, zmienna pogoda, super infrastruktura. Pusto. Tak! Pusto! Trzy samochody na krzyż, pięć motocykli i żadnego roweru. No może jakaś owca…

Grossglockner

Przetrwać pierwsze 4 km

Po 40h bez snu nie da się wrócić szybko do normalności. Poranek dnia następnego jest gorszy niż przebudzenie bo całonocnej imprezie. No ale jechać trzeba! O 8:30 zameldowaliśmy się z moją Kasią pod bramkami (nadal pusto!), złożyłem rower, założyłem buty i w drogę… na dzień dobry tabliczka która bije po oczach – ŁATWO NIE BĘDZIE!

Ferleiten cycling hochtor fuscher toerl

Nie wiem czemu tak jest, ale zawsze pierwsza jazda pod górę po długiej przerwie wygląda tak samo. Wsiadasz na rower i myślisz, że oto nagle jesteś młodym Bogiem, który jak kozica pośmiga po górkach. Nie… no niestety nie. Tymczasem ja ponownie popełniłem ten sam błąd :). Jakież było moje zdziwienie, gdy po 2 km tętno miałem zawałowe… z jazdy na Tacxie wiedziałem, że pierwsze 4-5 km są mocno strome. Na takim dystansie sztywne 12% może dać w kość. Mi dało. Autentycznie chciałem zejść z roweru. Nagle milion myśli na minutę i szukanie przyczyn. Wyrzucanie każdego ciastka i piwa wypitego przez ostatni rok, a przecież przyczyny były oczywiste – noga nizinnego trzepaka + zestaw 36/28. No ale jakoś cisnąłem. „Byle przejechać pierwsze cztery agrafki” – wiedziałem, że kilkaset metrów po czwartej podjazd powoli się wypłaszcza.

Grossglockner high alpine road cycling

Przeżyłem.

A dalej to już sama przyjemność :D

Nie no tak łatwo nie było, ale przeskok z 12 do 7-9% robi dobrze. Systematycznie i dość szybko wspinam się w górę. Mimo, że widoczność nie jest najlepsza, dużo chmur zasłania widoki, ja mam fun na maksa. Wciąż pusto! Co kilka minut minie mnie jakiś motocyklista (albo wataha motocyklistów, bo oni zwykli poruszać się w takich formacjach po alpach). Momentami robi się stromo, ale uspokoiłem się po pierwszej fazie kozaczenia i teraz z pokorą wyciskałem każdy kilometr. Z pokorą i prędkością 8-10 km/h.

hochtor cycling bike

Dopiero w tym momencie, gdy zostajesz sam, w ciszy i spokoju z drogą i górą, doceniasz piękno tego miejsca. Nie potrafię tego nazwać, ale Włochy mają inny klimat. Tutaj jedziesz, słyszysz świstaki i podświadomie masz wrażenie że te krowy, których dzwonki słyszysz za zakrętem, na bank są fioletowe. Mega sprawa. W całym tym szaleństwie czujesz się taki mały, a jednocześnie bezpieczny. Dolinka z poziomu której zaczynałem zaczyna znikać za pierwszą warstwą niskich chmur, przez które przejechałem…

Hochtor Fuscher Toerl cycling climb

Pierwszy podjazd do „szczytu” to 13 km o średnim nachyleniu 10%. Z rozbawieniem muszę przyznać, że Strava pokazuje iż pokonałem go w niecałe 1,5h ze średnią prędkością 8,8km/h :). Taki podjazd robi wrażenie. Pewnie można było szybciej, efektywniej, tylko po co? :) Na około 2 km przed szczytem moim oczom ukazuje się kapliczka na Fuscher Toerl. Zawsze takie widoki mnie mocno motywują. Słynna „The Wall” na Stelvio dodała mi rok temu paradoksalnie sił, widok tej małej, charakterystycznej budowli pokazał jasny i bliski cel. Mimo, że brakowało mi do niego jeszcze jakieś 200 metrów w pionie.

Fuscher Toerl climb bike ride cycling canyon cf ultimate

Jeszcze tylko kilka serpentyn i pierwsza dziś nagroda będzie do odebrania. Przejeżdżam przez parking na którym pozostaje nam do decyzji – 300 metrów na Fuscher Toerl czy odbić w lewo na Edelweissspitz. Niestety w trakcie całej wycieczki i kręcenia się między Hochtorem, a górą Grossglockner, nie wjechałem na Edelweissspitz rowerem. Podjazd jeszcze ok – mega stromo, nierówno i bruk przy podjeździe nie robi różnicy. Gorzej ze zjazdem, szczególnie gdy codziennie na szczycie były mgły i mokro. Zjazd w takich warunkach byłby szaleństwem, no ale wróćmy do Fuscher Toerl…

Hochtor cycling klub kolarski łowicz

Zaraz po rozpoczęciu ostatniego krótkiego podjazdu pod kapliczkę złapałem gumę. Ja to mam szczęście. Podczas ostatniej przejachy w Polsce złapałem kapcia i niestety to było pokłosie. No ale szybkie łatki na opony, nowa dętka, wymiana na prawie 2 500 m n.p.m. i czas zacząć zjazd w dół… z duszą na ramieniu, żeby nie złapać kolejnej gumy przy prędkościach powyżej 70kmh :).

Hochtor Grossglockner descent

Gwóźdź dnia – Hochtor

Po krótkim zjeździe z Fuscher Toerl na Fuscher Lacke, zaczyna się 3-4 km podjazd w górę z nachyleniem 7% na przełęcz Hochtor. Warto zabrać światełko, bo mamy do pokonania dwa krótkie tunele. Po przejechaniu pierwszego pogoda z późnojesiennej zmienia się w zimową. Zaspy sięgające 5 metrów wysokości, temperatura spada do 4 st. C. Mimo wszystko ja odpoczywam. Po tym, co przeżyłem jeszcze 10 minut temu, teraz taka stromizna to dla mnie relaksik. Przełęczy Hochtor – NADCIĄGAM!

snow cycling climb hochtor austria pass cycling

Nigdy śnieg tak nie cieszy jak w czerwcu, uwierzcie. Jest pusto, przeraźliwie pusto. Chmury, śnieg, zbocza, tworzą wrażenie, że jesteśmy sami na tym świecie, albo że natura zafundowała nam ekskluzywny świat, zarezerwowany tylko dla tych, którzy pokonali kilkanaście kilometrów całkiem sporego podjazdu. Zza jednej z serpentyn wyłania się wjazd w drugi tunel. Ciemno. Wjeżdżam i jak na zawołanie włącza się oświetlenie tunelu… „tu serio nikogo oprócz mnie nie ma” pomyślałem.

DCIM100DRIFT

Po przejechaniu tunelu z zimy trafiam wprost na późną wiosnę. Piękna panorama, słońce, w końcu poczułem że przyjechałem tu na wywczas. Pogoda cieszy mnie tym bardziej, że czeka mnie teraz kilka kilometrów zjazdów a sucha szosa = szybki downhill.

Zjazdowe szaleństwo

Na Stelvio czuliście przerażenie spowodowane fatalnym asfaltem i ostrymi patelniami? No to tutaj można się wyhasać do woli. Trzymając się patelniano-kuchennej nomenklatury… zjazd z Hochtoru to stół z wokami największej restauracji w China Town :). Bardziej obrazowo? Nie wyobrażam sobie lepszego rollercoastera rowerowego na świecie! Nawet jeśli gdzieś jest ślepy zakręt, to oznaczenie drogi jasno pokazuje czy warto dawać po heblach, czy może lepiej po prostu złożyć się dobrze i jechać dalej. Czyli jak w wesołym miasteczku – zapierniczaj na złamanie karku, aczkolwiek bezpiecznie.

7km zjazdów z nachyleniem -9%, zakręty i średnia prędkość 55 kmh. ŚREDNIA! Okazuje się, że o ile w trakcie podjazdów mój rozsądek brał górę i wspinałem się gdzieś jako średniak wśród użytkowników Stravy, o tyle na zjazdach opanowywał mnie jakiś szatan. 38 mejsce z 996 śmiałków na segmencie „Downhill Hochtor – rotunde” świadczy tylko jak bardzo jestem głupi… Wyprzedziłem Audi R8 (to że było prowadzone przez kobietę chętnie pominę :P).

Ogólnie fun jakiego nigdy nie miałem. Dojechałem do ronda, w którym droga rozjeżdża się dalej w dół na Heiligenblut albo zaczyna piąć się w górę na punkt widokowy, do lodowca Pasterze. Dojechałem, zatrzymałem się przy ławeczce, gdzie niemieccy emeryci właśnie wcinali śniadaniowe kanapki i… chyba z tym szerokim uśmiechem wyglądałem jak wariat, bo patrzyli na mnie dziwnie.

Czas zobaczyć Grossglockner

Hochtor grossglockner cycling ascent climb

Skoro pozostawiłem za sobą Hochtor i zjechałem z 2504 m n.p.m. na około 1800 m, to teraz czas zobaczyć najwyższy szczyt Austrii – Grossglockner. Góry jednak niczego nie dają za darmo. Czeka mnie kolejna wspinaczka – 500-600 m w pionie na punkt widokowy Keiser-Josef-Franz, tudzież lodowiec Pasterze. Pogoda nadal wakacyjna, więc cisnę. W dole, gdy się tylko obejrzeć, widać dolinę i Heiligenblut – miejscowość jakieś 800 metrów niżej. Jednak jadę w górę. Jest całkiem ok, droga pnie się jednostajnie w górę po malowniczym zboczu. Kozy, owce, świstaki i wodospady… takie tam rzeczy, które ludzi z nizin fascynują :). Ale to zupełnie nic ciekawego, mówię Wam. Z resztą sami zobaczcie…

grossglockner cycling climb by bike klub kolarski łowicz

No i taka nudna sielanka kończy się ze 2 kilometry przed wczłapaniem się na górę. Nagle czeka nas krótki zjazd, dziwne wypłaszczenie a z niego widok na galerię po drugiej stronie doliny.Ssurrealistycznie wysoko, tak daleko i tak stromo, że kolejny raz tego dnia myślę „no fuckin way!” Horror zaczyna się zaraz po przejechaniu mostka nad uroczo zaaranżowanym wodospadem. Sztajfa na 10% ale mając już w łydkach trochę kręcenia, nie jest to łatwe. Co najgorsze wciąż widać tę przerażającą galerię. Najpierw króciutkie 200 metrów – nic ciekawego – potem patelnia i 500 metrów ściany 10%. Umieram. Patelnia i kolejny kilometr asfaltowej ściany, tym razem w betonowej otoczce.

Hochtor Grossglockner gallery

To najgorsze z możliwych uczuć. W tym momencie ja już nie miałem z czego kręcić, ale wjeżdżam w galerię i co? Zatrzymam się? Na środku betonowego tunelu? Odpocznę? Polanki trudno tu szukać, na domiar złego za mną turla się autobus. Nic ciekawego… ;) Na końcu wyglądałem tak:

cycling uphill ascent climbing

Do parkingu pod muzeum motoryzacji dojeżdża się już płaskim odcinkiem, można odetchnąć i uśmiechnąć się pod nosem na widok takich tabliczek:

uwaga na świstaki

Na górze… cóż na górze jest Grossglockner :D

grossglockner summit

Dobra wjechałem tą galerię… to teraz pomyślcie jak wyglądał zjazd :D

To już było czyste szaleństwo… serio. To już był taki pocisk i eufora, że praktycznie nic z tego nie pamiętam! Całe szczęście wszystko nagrałem :). 16 kilometrów czystej ekstazy w drodze do Heiligenblut. 16 kilometrów, z małą górką w środku, w trakcie których łącznie poleciałem w dół ponad 1100 metrów. Uszy zatyka!

hochtor descent

Wjazd od Heiligenblut to zupełnie inna historia

No dobra, ten wpis i tak już jest za długi. O mentalnym przeżyciu jakie funduje po takim rollercoasterze próba powrotu do ronda, opowiem kiedy indziej… a w sumie to już niedługo :). Idę odpocząć… uff

SONY DSC